Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

O sztuce lenistwa (część 2) – Nie samą pracą żyje człowiek (KKK)

Praca zajmuje nam około 1/3 dnia (przy standardowym etacie średnio 40 godzin tygodniowo), nie mówiąc o nadgodzinach. Często wykonujemy ją jeszcze w umyśle długo po wyjściu z niej, szczególnie jeśli spotkaliśmy się z jakimś trudnym zadaniem czy problemem, co powoduje adekwatną mobilizację naszego ciała i umysłu. Do tego należy doliczyć czas na dotarcie do pracy i powrót do domu. Po powrocie, kiedy najchętniej wyłożylibyśmy się wygodnie na kanapie i oddali błogiemu lenistwu, trzeba zadbać o dom, zrobić zakupy, przygotować posiłek, coś wyprać, coś wyprasować, pomóc dzieciom w odrobieniu lekcji, zawieść dzieci na dodatkowe lekcje, umyć samochód, przystrzyc trawnik, ocieplić poddasze czy co tam jeszcze… No cóż, znamy stare przysłowie: „Najpierw obowiązki później przyjemności”.

Wg badania „Budżetów czasu” przeprowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) statystycznie każdy z nas ma średnio 4 godziny i 39 minut czasu wolnego w ciągu doby – czyli czasu niepoświęconego na pracę i dojazdy, zajęcia domowe czy opiekę nad dziećmi. Tak wygląda statystka. Kto jednak przeznacza codziennie ponad 4 godziny tylko dla siebie? Ile osób w ciągu tygodnia nie ma dla siebie czasu i wypełnia jedynie konieczne obowiązki?

Ale mamy przecież weekendy, jakie pozwolą nadrobić odpoczynkowe zaległości. Jednak część z nas podejmuje pracę zarobkową również w weekendy – 64% respondentów pracujących (oraz 35% całej grupy badanych). Kiedy zatem mamy czas na odpoczynek? Nie w tygodniu, nie w weekendy, bo albo stale albo pracujemy, albo nadrabiamy zaległości domowe? To może urlop? Jednak całkiem sporo ludzi rezygnuje z dłuższego urlopu w nadziei, że wystarczą krótkie wypady wakacyjne lub przedłużane weekendy. W praktyce okazuje się jednak, że nie zapewniają one tego co 2-tygodniowy wypoczynek, w dodatku z dala od służbowego telefonu.

A jeśli nawet mamy wolny czas, to ile z tego czasu przeznaczone jest na wypoczynek pozwalający zrównoważyć skutki codziennej aktywności? Znaczna cześć z nas czas wolny po pracy woli przeznaczyć na wszystko, tylko nie na relaks. Zamiast na jogę, basen czy pójście do parku, po powrocie z pracy siadamy przed komputerem lub telewizorem. Statystyczny Polak spędza ponoć przed telewizorem 3-4 godziny dziennie, czyli… większość swojego wolnego czasu… Daje to jednak tylko złudzenie odpoczynku. Wiele oglądanych przez niego wówczas programów powoduje stres i napięcie. Znaczna część z nich z nich deformuje obraz świata, sprawiając wrażenie, że katastrofy, wypadki, oszustwa, zabójstwa i gwałty są częstsze niż w rzeczywistości. Efektem jest wzrost poczucia zagrożenia i… wydzielanie większej ilości hormonów stresu, co przekłada się między innymi na napięcia i zmęczenie mięsni, wyższe ciśnienie krwi, odkładanie blaszek miażdżycowych w naczyniach krwionośnych, otyłość brzuszną, obniżenie odporności, zburzenia przemiany wapnia. Podobnie, modny ostatnio szczególnie wśród młodszych wiekiem, clubbing, niezależnie od rodzaju muzyki czy charakteru lokalu, odcina nas od naturalnego środowiska i dobowego cyklu aktywności-odpoczynku.

Psycholodzy biją na alarm: prawie w ogóle nie potrafimy odpoczywać, nie mówiąc już o błogim leniuchowaniu! Do gabinetów terapeutów trafia coraz więcej osób przepracowanych, przemęczonych, które od kilku lat nie były na urlopie. Szybkie tempo pracy, ciągła pogoń za większą wydajnością powoduje, że chwile relaksu traktowane są jako coś niewłaściwego, ludzie czują się nie w porządku, kiedy „nic nie robią”. Paradoksalnie odpoczynek zamiast regenerować stresuje. Poczucie nicnierobienia drażni do tego stopnia, że zamiast spokoju, jasnego umysłu i rozluźnienia pojawia się męczące i długotrwałe napięcie. Są nawet tacy, których relaks doprowadza do frustracji, a nawet, w skrajnych przypadkach do furii.

Dla ludzi jest oczywiste, że pracować trzeba się nauczyć, wielu jednak może wydać się trochę dziwne, że odpoczywać też trzeba umieć. Jeśli w człowieku na skutek działań rodziców, otoczenia, a także pracy własnej wykształcą się takie cechy, jak np., pracowitość i skłonność do robienia samych pożytecznych rzeczy, silne poczucie obowiązku – to, co prawda, ma on spore szanse na odnoszenie kolejnych sukcesów najpierw w szkole, a później w pracy, jednak może mu brakować umiejętności przeznaczenia wolnego czasu na odpoczynek i osiągania stanu zrelaksowania koniecznego do głębokiej odnowy własnych sił. Zamiast czerpać radość z sukcesu może się w dążeniu do sukcesu wyczerpywać. Tymczasem, aby zachować zdrowy dystans do wykonywanej pracy i nie dać się zwariować zalecane jest w ciągu dnia minimum pół godziny relaksu. Jeśli żyjemy samą pracą, organizm prędzej czy później upomni się o czas dla siebie.

Autorem (archiwalnego) artykułu jest Krystyna Kozikowska-Koppel.

O sztuce lenistwa (część 1) – Nieco refleksji globalnych (KKK)

I oto nadszedł czas upragnionych, wydawałoby się, wakacji – błogi czas relaksu, lenistwa i nic nie robienia. Uznaliśmy to za dobry moment na przyjrzenie się gatunkowi ludzkiemu pod kątem przejawianej przez niego aktywności i jej braku. Tekst ten polecamy szczególnie osobom, które wzdrygają się na myśl o urlopie, mają poczucie, że bez nich w pracy wszystko się zawali lub wręcz nie były na urlopie od wielu lat, gdyż uważają go za stratę czasu. Tekst trafi także do tych, którzy potrafią spędzić urlop bardziej pracowicie niż czas w pracy. Przyjrzyjmy się więc opozycji praca-odpoczynek z nieco odmiennego, w pierwszej chwili być może niecodziennego punktu widzenia.

Obserwując gatunek ludzki, możemy zauważyć, że znajduje się on w niewoli ciągłej, nadmiarowej, często bezsensownej i destrukcyjnej aktywności. Aktywność ta niszczy środowisko jego życia. Degraduje glebę przede wszystkim poprzez skażenia przemysłowe i komunikacyjne, chemizację rolnictwa, chemiczne metody walki ze szkodnikami pól i lasów, niewłaściwe metody uprawy. Zatruwa wodę, głównie odprowadzając do niej ścieki komunalne z miast i osiedli, różnorodne ścieki przemysłowe z zakładów produkcyjnych, ścieki pochodzące z rolnictwa. W Polce obecnie wody pierwszej klasy czystości, a więc takie, które mogą być używane przez ludność bez specjalnego uzdatniania, występują zaledwie na około 10% długości naszych rzek. Działalność ludzi zanieczyszcza też powietrze. Główną aktywnością wykazuje się tu przemysł zwłaszcza energetyczny, hutniczy i górniczy, chemiczny i atomowy i komunikacja. Dochodzi do tego rolnictwo, przede wszystkim poprzez stosowanie środków ochrony roślin. Swój udział mają też gospodarstwa domowe, skąd pochodzą związki wydzielające się z wykończeniowych materiałów budowlanych, czy mebli. Gdy przychodzi okres jesienno-zimowy jakość otaczającego powietrza pogarsza się jeszcze bardziej dzięki aktywności mieszkańców, najczęściej z domków jednorodzinnych, którzy w ramach zapobiegliwej oszczędności spalają śmieci w domowych paleniskach. Zanieczyszczenia powietrza są najbardziej niebezpieczne ze wszystkich zanieczyszczeń, gdyż są mobilne i mogą skazić na dużych obszarach praktycznie wszystkie komponenty środowiska. Pewna ich ilość przedostaje się stale do wód i gleby.

Znaczną aktywność przejawia też gatunek ludzki w zakresie skażenia tego, czym się odżywia. W sposób mniej lub bardziej niezamierzony wprowadza do żywności substancje chemiczne, promieniotwórcze, a także mikroorganizmy chorobotwórcze. Skażenia mogą znaleźć się w środkach spożywczych w wyniku produkcji, pakowania, transportu czy przechowywania bądź na skutek skażenia środowiska; skażonej gleby, powietrza atmosferycznego, wody. Jak wynika z szacunków amerykańskich naukowców, przeciętny mieszkaniec wysokorozwiniętych krajów spożywa rocznie ok. 2,5 kg różnych związków chemicznych. Wykaz trucizn staje się coraz dłuższy: metale ciężkie, pestycydy, herbicydy, nawozy sztuczne, leki weterynaryjne, substancje radioaktywne i inne substancje chemiczne pochodzące z różnych gałęzi przemysłu oraz zanieczyszczenia pochodzące z bardzo szybko rozwijającej się motoryzacji.

Wytrwała aktywność zdolnych przedstawicieli gatunku ludzkiego doprowadziła w końcu do wyprodukowania broni zdolnej zniszczyć cały ten gatunek. Wiele godzin ciężkiej pracy najtęższych głów tego gatunku wyprodukowało broń jądrową, biologiczną i chemiczną zdolną do rażenia wszystkiego, co żyje na duże odległości i na dużych obszarach. Armia Stanów Zjednoczonych pomyślnie przeprowadziła jakiś czas temu (2011) pierwszy test Zaawansowanej Broni Sonicznej (AHW). Jest to rakieta, która może przemieszczać się z prędkością pięciokrotnie większą niż prędkość dźwięku i dotrzeć do dowolnego celu na Ziemi w przeciągu godziny. AHW wystartowała z bazy wojskowej na wyspie Kauai na Hawajach w czwartek o godzinie 1.30 czasu lokalnego. W niecałe pół godziny dotarła do oddalonego o ok. 4 tys. Kilometrów atolu Kwajalein w archipelagu Wysp Marshalla. Kosztem 50 mld. rubli przez 15 lat pracowici Rosjanie budowali okręt atomowy Siewierodwińsk (wodowanie odbyło się 15 czerwca 2010 roku), z którego wystrzelone w Władywostoku rakiety są w stanie osiągnąć terytorium Stanów Zjednoczonych. Drugi okręt – Kazań ma kosztować ponad 2 razy więcej. W planach niestrudzeni Rosjanie mają już trzeci.

Nadmiarowa aktywność niszczy również samo ciało człowieka, wprowadza umysł w stan rozedrgania, prowadzi do różnych chorób. W ostatnich latach na całym świecie, w szczególności w krajach wysoko rozwiniętych rośnie liczba osób, które na skutek różnych czynników przekroczyły stan równowagi między spalaniem zasobów a możliwością regeneracji i odnowy. Brak regularnego snu, przepracowanie powodują spadek formy. Kumulacja stresu prowadzi do przemęczenia oraz ubytku sił psychofizycznych, zaburzenia harmonii w ciele, utraty balansu w organizmie człowieka. Organizm nie regeneruje się, ponieważ zapasy energii zostały wyczerpane.

W 1993 roku Światowa Organizacja Zdrowia na listę chorób cywilizacyjnych wpisała „zespół przewlekłego zmęczenia” (CFS, Chronic Fatigue Syndrome). Zidentyfikowali ją już w latach 80-tych amerykańscy lekarze. W mediach funkcjonowała też nazwa „choroba yuppies”, ponieważ dotykała ona głównie młodych, wykształconych ludzi z dobrze sytuowanych środowisk, poświęcających się karierze zawodowej. Ok. 70% chorych stanowiły kobiety. Obecnie nadal CFS rozpoznaje się u kobiet 3, a nawet 4 razy częściej niż u mężczyzn. Może to wynikać z tego, że negatywne skutki nadmiernego obciążenia częściej dotykają kobiet. Pracujące zawodowo kobiety mają inny cykl dobowy hormonów stresowych tj. adrenaliny i noradrenaliny niż pracujący mężczyźni. Zarówno u mężczyzn jak i u kobiet występuje szczyt poziomu reakcji tych hormonów w godzinach popołudniowych. Różnica polega na tym, że u mężczyzn ich poziom spada do zera po powrocie do domu, natomiast u kobiet utrzymuje się aż do momentu zaśnięcia.

Zespół przewlekłego zmęczenia objawia się przez dolegliwości takie jak: bóle mięśni, głowy i gardła, powiększone węzły chłonne, długo nie ustępujące zmęczenie nawet po niewielkim wysiłku, nie mający żadnych medycznych przyczyn stan podgorączkowy, niewytłumaczalna słabość mięśni i zaburzenia neuropsychiczne. Za podstawowe kryteria uważa się obecnie:

  1. Długotrwałe (ponad 6 miesięcy) niewyjaśnione, co do przyczyny zmęczenie (nie jest ono związane z przymusowym leżeniem w łóżku, długotrwałym wysiłkiem).
  2. Zmęczenie to powoduje zmniejszenie aktywności ruchowej w dzień o ponad 50% i ma ściśle określony początek w czasie.

Problem polega na tym, że nadal na chorobę tę nie ma żadnych leków; jedynym ratunkiem jest… zrezygnowanie z uciążliwej pracy.

Zrezygnowanie z pracy dla wielu osób nie jest jednak łatwe. Okazało się, że od nadmiarowej aktywności można się uzależnić. Pracoholizm (uzależnienie od pracy; ang. workaholism) – rodzaj uzależnienia psychicznego, objawia się obsesyjną i wewnętrzną potrzebą ciągłego wykonywania pracy, kosztem innych czynności, również rodziny, snu i odpoczynku. Jednym z jego głównych haseł jest: „Jeśli nie wiemy, po co to robimy, to przynajmniej róbmy to szybciej.” Pracoholikami zostają przede wszystkim osoby zwykle pilne, perfekcyjne, ale i niepewne swego, nieśmiałe, niedowartościowane, bojące się otoczenia, podchodzące z obawą do swojego talentu, spontaniczności, czy fantazji. Sam zainteresowany zazwyczaj nie ma świadomości, że popada w nałóg. Działa w stanie psychicznego przymusu. Praca jest dla niego ponad wszystko, nie potrafi bez niej żyć. Jest gotowy dosłownie oddać życie za pracę.

W skrajnym przypadku z nadmiaru pracy i braku odpoczynku rzeczywiście można umrzeć. Nagła śmierć w wyniku przepracowania i stresu, najczęściej spowodowana wylewem albo zawałem otrzymała nazwę karōshi (albo karoushi, karoshi jap. – śmierć z przepracowania) Zważywszy na charakterystykę kulturową nie dziwi fakt, że termin ten ma właśnie japoński rodowód. Po raz pierwszy pojawił się w 1969 roku, kiedy to 29-letni pracownik jednej z największych japońskich gazet zmarł nagle po wylewie krwi do mózgu. Śmierć z przepracowania spotyka nagle, wydawałoby się zdrowych ludzi, w okresie pełnej aktywności zawodowej. Objawów praktycznie brak. Osoby, które dotyka karōshi, czują się świetnie, mają plany, podejmują wyzwania, nie wykazują objawów drastycznego przepracowania (gdyż skrywają je nawet przed samymi sobą). Wiadomo jednak, że dotyka osoby, u których wystąpiło sprzężenie nadciśnienia i miażdżycy z bardzo silnym przeciążeniem pracą. Szacuje się, iż rocznie z przepracowania umiera nawet 30 tys. Japończyków. Według szacunków, aż jedna trzecia wszystkich przypadków śmiertelnych zawałów serca, udarów mózgu i wylewów japońskich mężczyzn i kobiet w sile wieku jest skutkiem nadmiaru pracy, stresu i braku odpoczynku. We wszystkich przeanalizowanych przypadkach karōshi w Japonii w latach 1974-1990 śmierć dotykała osób pracujących ponad sześćdziesiąt godzin w tygodniu, mających ponad pięćdziesiąt nadgodzin w miesiącu i niewykorzystaną ponad połowę urlopów. Karōshi nie dotyka szarych pracowników, ale przeważnie ludzi sukcesu. Ofiarą karōshi stał się nawet premier Japonii, Keizō Obuchi.

Rząd Japonii zapowiedział walkę z karōshi. Jednak, ponieważ tradycja japońska szanuje osoby lekceważące śmierć, w świadomości Japończyków karōshi stała się dowodem na bycie człowiekiem sukcesu i stanowi powód od dumy dla rodziny. W swoisty sposób jest nawet modne posiadanie w rodzinie kogoś, kto zmarł z przepracowania. Dodatkowo rządowe rekompensaty pieniężne, jak na odszkodowania japońskie, bardzo wysokie wzmacniają tą tendencję.

W Japonii zidentyfikowano również samobójstwo z przepracowania zwane karo-jisatsu.

Nie wiadomo ile osób umiera z przepracowania w Polsce. Jednak szerzący się ostatnio w naszym kraju kult pracy, wysiłku i bezsensownego trwonienia energii stwarza szanse na dogonienie Japonii. Do szpitali neurologicznych i kardiologicznych trafiają coraz młodsi pacjenci, którzy padli „w biegu”. Badania wykazują też, że Polacy na tle Europy pracują najdłużej. Wielu z nich przyznaje, że po powrocie z pracy do domu czuje się na tyle wyczerpana, że zmusza się do wykonania najprostszych czynności domowych.

Z psychologicznego punktu widzenia za nadmiarową aktywnością kryje się brak pewności siebie i kompleks niższości. Człowiek, pragnie czynem dowieść światu swojej wartości. Robi wszystko, aby zasłużyć na szacunek, uznanie, miłość. W gruncie rzeczy pragnie dowieść przede wszystkim samu sobie, że na to wszystko zasługuje. Człowiek, który jest w harmonii z samym sobą nie musi niczego nadrabiać wzmożoną aktywnością. On po prostu jest.

Ta umiejętność bycia została zagubiona w toku gorączkowej aktywności, aby być na przedzie lub dogonić tych, co na przedzie. W Polsce np. stale słyszymy, czytamy, że musimy dognić przodujące kraje Europy, a to w tym, a to w tamtym. Słowo „być” pojawia się w Europie tylko w zawiłych pracach egzystencjalnych filozofów. Nadmiarowa aktywność pokazuje, że nie umiemy być, umiemy tylko gonić za byciem, które ma być. Zamiast czerpać radość z tego, co jest, wyczerpujemy się w pogoni za tym, czego nie ma.

Przesadna aktywność, jak wszystko, co nadmiarowe wymaga skorygowania, zrównoważenia poprzez odpowiednią przeciwwagę, czyli odpowiednią dawkę lenistwa. Tylko właściwie praktykowane lenistwo może nas wyzwolić z okowów bezsensownej, nadmiarowej, aktywności, szkodliwej dla nas i środowiska. Szczególnie sprzyjający praktyce jest czas letnich wakacji, a odpowiednie do praktyki miejsca to piaszczyste plaże, kolorowe łąki, pachnące lasy.

Autorem (archiwalnego) artykułu jest Krystyna Kozikowska-Koppel.