Zdobywanie pracy (część 33) – Pozwól się zobaczyć, czyli jak przejść do działania

Napisałeś swoje CV kierując się moimi radami. Na pewno wygląda fajnie. Może zaskakiwać lub zaciekawiać. Albo jedno i drugie. Jeśli tak jest, to nie warto trzymać go w szufladzie lub jakimś pliku komputerowym. Trzeba pokazać je innym. Szczególnie pracodawcom. Między innymi po to, by mieli szansę na to, by powiedzieć  – ta osoba mi się podoba! Jak to zrobić?

To proste. Wystarczy wziąć przykład z Doroty. Dorota pracuje w Horyzoncie i jest doświadczonym konsultantem. Jakiś czas temu jej młodsza siostra straciła pracę i nie mogła sobie poradzić ze znalezieniem nowej. Dorota zaoferowała jej swoją pomoc. Kiedy usiadły razem powiedziała – jeśli chcesz zdobyć pracę to… pozwól się zobaczyć. Po czym stworzyły profil (siostry) na Goldenline i go opublikowały. Po dwu dniach od tego momentu do siostry odezwał się rekruter, a po dwu tygodniach podpisała z nowym pracodawcą umowę o pracę. Od tych wydarzeń minęły już prawie dwa lata. Siostra szczęśliwie pracuje, a ja ciągle pamiętam to, co powiedziała jej wówczas Dorota. Dlaczego? Zanim to wytłumaczę, krótka dygresja.

Kiedy pod koniec lat 90-tych zaczynałem przygodę z rekrutacją, podstawą metodą docierania do kandydatów były ogłoszenia prasowe, a trochę później także te umieszczanie w internecie. W odpowiedzi na nie przychodziło co najmniej kilkadziesiąt lub kilkaset aplikacji. Czasami nawet i parę tysięcy – choć ja tego nigdy nie doświadczyłem. Tak czy inaczej, był to wystarczający materiał, w oparciu o który można było dokonywać selekcji kandydatów. Czasy się jednak zmieniły. Obecnie metoda ta nie przynosi już takich rezultatów. Bywa że otrzymujemy tylko kilka lub nawet żadnej aplikacji i nie ma z kogo wybierać. Dlaczego tak się dzieje, to odrębna historia. Jeden z wniosków, jaki płynie z tego dla osób odpowiedzialnych za rekrutację jest taki, że sami muszą w bardziej aktywny sposób docierać do potencjalnych kandydatów. W praktyce wygląda to tak, że takie portale jak Goldenline, Linkedin, Google+ czy Facebook stały się podstawowymi narzędziami rekrutacyjnymi.

A jeśli tak, to fakt posiadania profilu zwiększa Twoje szanse na znalezienie pracy. Pierwszym zatem krokiem na drodze do nowej pracy jest „dać się zobaczyć”, czyli zaistnieć na portalach. Jakich? Generalnie dwa są najbardziej popularne. Pierwszy to goldenline.pl – skupia osoby zainteresowane zmianą pracy, od pracowników bezpośrednio produkcyjnych po ludzi specjalizujących się w zarządzaniu nawet bardzo dużymi przedsiębiorstwami czy grupami. Drugim jest linkedin.com – początkowo portal założony z myślą o tym, by ułatwiać ludziom robienie ze sobą interesów. Obecnie bardziej skierowany do kadry kierowniczej oraz wysoce wyspecjalizowanej. Często oparty o komunikację w języku angielskim.

Jesteś sceptyczny? Wydaje Ci się, że nie jest to aż tak istotne lub może masz już swój profil i nic się nie dzieje? Tak może być. Ale zanim poddasz w wątpliwość to, o czym piszę, pozwól, że podzielę się z Tobą jedną informacją. Usłyszałem ją od profesora Mikołaja Piskorskiego podczas konferencji zorganizowanej przez Harvard Bussines Review. Pan Mikołaj Piskorski jest nie tylko naszym rodakiem – najmłodszym profesorem w Harvard – ale też światowym autorytetem w dziedzinie portali społecznościowych. Bada je od wielu lat i jest na tym polu pionierem. Otóż opowiedział on o tym, jak w latach 2003/4 (w rzeczywistości może chodzić o inne lata, nie zapisałem tego sobie wówczas) przez USA przewaliła się wielka fala odejść z pracy. Zjawisko było na tyle duże i obserwowalne, że podjęto się zbadania przyczyn takiego stanu rzeczy. I okazało się, że źródłem całego „zamieszania” jest nowo utworzony portal LinkedIn. W zamyśle jego  twórców miał służyć nawiązywaniu kontaktów biznesowych. W praktyce został wykorzystany do tego, by pracownicy – pod płaszczykiem promocji własnej firmy – mogli w bezpieczny sposób pokazać siebie na rynku pracy. I rynek to podchwycił. Skutki? Olbrzymia liczba odejść z pracy i zmiana pracodawcy.

Od tego czasu minęło już ponad 10 lat. I mogę tylko powiedzieć, że proceder się nasilił. Coraz więcej osób ma dostęp do sieci. Coraz więcej pracowników decyduje się na to, by zamieścić gdzieś swój profil. A internet? Jego zasoby są cały czas przetrząsane. Obecnie to podstawowe narzędzie docierania do kandydatów. I zdobywania o nich informacji. W Horyzoncie każdy z konsultantów pracuje z tym medium bardzo aktywnie, a przeszukiwanie portali stało się wręcz obowiązkiem.

Czy sama obecność na portalu gwarantuje sukces? Nie. Ale na pewno zwiększa na niego szanse. Nie bez racji – mówi się przecież, że jeśli czegoś nie ma w sieci, to nie istnieje wcale. Chcesz zaistnieć? To daj się zobaczyć! To łatwe i bezpieczne. Niech to będzie Twój pierwszy krok.

A przy okazji – Dorota, dziękuję za to, że uświadomiłaś mi wagę tego, co dzieje się w wirtualnej rzeczywistości.

Do tej pory ukazały się następujące artykuły:

  • Andrzej

    No dobrze, ale co powiedziała Dorota swojej siostrze? Bo chyba mi umknęło :-)

    • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

      Powiedziała – daj się zobaczyć.