Dlaczego tradycyjne CV jest Twoim wrogiem?

Nie wiem kto napisał pierwsze CV i kiedy miało to miejsce. Przypuszczam, że minęło od tego czasu co najmniej kilkadziesiąt lat. Przeszliśmy przez dwa światowe konflikty, przeżyliśmy zimną wojnę, rozpad ZSRR, wreszcie rozpoczęliśmy rewolucję technologiczną, która jak chyba żadna inna zmieniła nasz świat. A CV jakie było – takie jest. Jeśli chodzi o formę jego pisania to nie uległa ona zasadniczej zmianie.

To pokazuje siłę tego dokumentu. Jest on po prostu niezwykle użyteczny. Każdy z nas na pewnym etapie swojego życia pisał własne CV. Dokładnie lub prawie dokładnie tak samo jak setki i tysiące innych osób. Zna jego układ i potrafi wymienić części składowe. Nie dziwi zatem, że we wszystkich procesach rekrutacyjnych jest ów dokument wymagany. Stanowi podstawę procesu selekcji. Dlaczego?

Bo pozwala na szybkie dotarcie do informacji oraz łatwe porównanie kandydatów między sobą. To ważne. Bo skraca czas procesu oraz pozwala na podejmowanie „racjonalnych” decyzji personalnych. Nie trzeba sobie zadawać zbyt wiele trudu by ze 100 nadesłanych aplikacji odrzucić powiedzmy 90. Wystarczy trzymać się podanych w ogłoszeniu wymagań i przeprowadzić proces selekcji negatywnej (wszyscy, którzy nie spełniają np. 90% podanych wymagań są odrzucani). Rekruter koncentruje się tylko na papierze i tym co tam wyczyta, zapraszając do kontaktu tylko garstkę najbardziej zgodnych profilowo.

Ale czy wśród nich znajduje się ten, który na danym stanowisku sprawdziłby się najlepiej? Wątpię. Statystycznie jest na to mała szansa. Czasami mam wrażenie, że w takich procesach tracimy tych najlepszych. Dlaczego?

Wielokrotnie byłem świadkiem kiedy w mojej obecności dokonywano analizy prezentowanego CV. I najczęściej proces ten miał charakter wysoce krytyczny. Oceniający przyjmował zalety kandydata (np. ciekawe doświadczenie czy kwalifikacje) jako rzecz najzwyklejszą w świecie. I zamiast pogłębiać w rozmowie te aspekty, koncentrował się na elementach, które budziły jego wątpliwości. Rozumiem taki tryb postępowania. Każde zatrudnienie wiąże się z ryzykiem, na które nie każdy pracodawca może sobie pozwolić. Tyle, że taki sposób czytania CV prowadzi ludzi do podświadomego zamykania się na kandydaturę. Jeśli czyjaś uwaga skupiona jest na tym, co nie pasuje lub jest w jej mniemaniu wątpliwe (np. częsta zmiana miejsca pracy albo wiek itp.) to trudno jest potem wznieść się ponad te odczucia i przyznać, że mimo pewnych braków to ciekawa kandydatura.

Po drugie w tradycyjnym CV eksponowanych jest parę zakresów zawsze mających charakter historyczny. Wykształcenie, doświadczenie, osiągnięcia – to elementy, które najczęściej pokazujemy. To wszystko jednak zdarzyło się już kiedyś. W jaki więc sposób jest to dla mnie użyteczne dzisiaj? – zastanawia się menadżer. I ma rację. Tak naprawdę to, że ktoś skończył np. studia ekonomiczne mówi tylko o tym, że może potencjalnie posiadać jakąś wiedzę lub rozeznanie w temacie ekonomii. Nic więcej. Czy będzie lepszy od kogoś po liceum ogólnokształcącym? Tego nie wiadomo. Żeby to zweryfikować konieczne było by głębsze badanie. Na to nikt nie ma czasu. Siłą rzeczy musi rekruter stworzyć sobie jakąś mapę dzięki, której będzie w stanie nawigować. I do takiej właśnie nawigacji idealnie nadaje się tradycyjne CV.

Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że w przypadkach rekrutacji i selekcji prowadzonych w oparciu o ten dokument mamy do czynienia nie z procesem wyboru najlepszych, ale najlepiej dopasowanych.

Czasami nie da się tego uniknąć. Jeśli poszukujemy lekarza o określonych kwalifikacjach to nie da się obejść ich braku. W większości jednak przypadków by dobrze wykonać pracę nie potrzebne jest to, o czym piszesz w swoim CV. Wystarczy to kim jesteś i jaki jesteś. Wszystko inne jest szczegółem nie mającym zasadniczego wpływu na rezultaty jakie możesz osiągnąć.

Masz zatem dwa wyjścia. Pierwsze – pozwolić na to byś był porównywany do innych. Drugie – by od tego porównania uciec. Pokazując co w Tobie jest cennego i niezwykłego.

Czy byłoby Ci wygodnie w ciasnej szufladzie?

  • Rafał

    Zdecydowanie nie lubię ciasnych szuflad. Strasznie uwierają :)

    Załóżmy, że nasze CV zainteresowało pracodawcę. Oznacza to, że mamy spore szanse aby dostać pracę. Oznacza to również, że sam pracodawca jest bardzo obiecujący – skoro zainteresowało go nasze nieszablonowe podejście to prawdopodobnie gdybyśmy dostali pracę, nasza opinia byłaby zawsze brana pod uwagę. Jest więc super.

    Ale o ile CV możemy szlifować w domowym zaciszu, o tyle rozmowa kwalifikacyjna to zupełnie inna para kaloszy. Jak obronić naszą wyjątkowość podczas rozmowy, która waży i mierzy nasze dotychczasowe dokonania, szuka naszych silnych ale również słabszych stron – część pytań ma przecież na celu sprawdzenie naszej reakcji na niekomfortową sytuację. O ile w przypadku cv możemy próbować ominąć HR i trafić do przełożonego to zazwyczaj na rozmowie HR już będzie – razem ze swoimi pytaniami, które ustawią nas ponownie w szeregu…Czy masz może na to jakiś pomysł albo czy planujesz jakiś cykl artykułów na temat rozmów kwalifikacyjnych?

    • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

      Rafał,
      Trafiłeś w sedno. Aby osiągnąć sukces trzeba być spójnym na każdym z etapów. Zbliżamy się do końca prezentacji cv, Potem omówię strategie prezentowania siebie i docierania do pracodawcy, a w kolejnym etapie rozmowę kwalifikacyjną.