Zdobywanie pracy (część 16) – Talenty, czyli kompetencje (część 1)

Moja ulubiona kategoria. Tu bowiem każdy, bez wyjątku znajdzie coś, w czym jest naprawdę dobry. Choć ulubiona nie tylko z tego powodu. Po prostu jeśli opierasz karierę na swoich uzdolnieniach to rozwija się ona szybko, a Ty czujesz, że to, co robisz idzie lekko. Czujesz się uskrzydlony i gotowy nawet na spory wysiłek. Osiągasz dobre wyniki wkładając w sukces mniej pracy niż inni. Czasem działasz niemal spontanicznie. Dzieje się tak dlatego, że korzystasz ze swoich naturalnych predyspozycji. Nie wymaga to od Ciebie kontroli często towarzyszącej wykonywaniu jakiejś pracy. W tym co robisz jesteś po prostu naturalny.

Czym jest kompetencja w tym rozumieniu? To umiejętność robienia określonych rzeczy na wysokim poziomie. Wspomniany już wcześniej Jurek Paśnik (współwłaściciel i trener w firmie Training Partners) proponuje, aby zamiast słowa „kompetencje” użyć „talent”. To dobra propozycja – z jednym mały zastrzeżeniem. Z reguły mówiąc talent myślimy o talencie do śpiewania, rysowania, tańczenia czy uprawiania sportu. Są one najczęściej rozpoznawalne i cenione. Tymczasem rodzajów talentów są dziesiątki, jeśli nie setki. Problem jednak w tym, że przeciętny Kowalski nie potrafi ich nazwać, zidentyfikować czy odpowiednio docenić. Dobrym przykładem ilustrującym to, o czym piszę jest talent do wykonywania pracy monotonnej. To ważny talent. Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem huty szkła, w której produkujesz słoiki o niestandardowej wielkości i kształtcie. Potrzebujesz więc pracowników, którzy przez cały dzień stać będą przy linii i podnosić te słoiki, które się przewróciły i leżą na boku, po to by maszyna mogła je zapakować.  Ludzie po jednym, góra dwu dniach rzucają taką pracę ze względu na panującą w niej monotonię . A ta przecież musi być wykonana. Jako menadżer masz problem, który narasta. Po jakimś czasie jesteś gotowy zapłacić za pracę nie wymagającą żadnych kwalifikacji, doświadczenia czy wykształcenia naprawdę sporo. I płacisz. Wniosek z tego przykładu taki, że na każdy talent jest zapotrzebowanie.

W czym tkwi haczyk?

W tym, że po pierwsze nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mamy talenty. A ja nie znam osoby ich pozbawionej. O jakich talentach myślę? Talent do zbierania informacji, nawiązywania kontaktów, obróbki drewna, podnoszenia ciężarów, tresowania zwierząt, posługiwania się małymi przedmiotami (mechanika precyzyjna) itd. Wiele możliwości. Z reguły jest ich w Tobie całe mnóstwo. Choć tak naprawdę tylko kilka z nich jest u Ciebie najlepiej rozwinięte i rzeczywiście stanowi o Twojej sile i wartości. Korzystając z talentu wykonujesz określoną pracę lub zadanie w sposób naturalny i spontaniczny czyli taki, który angażuje do danej pracy minimum energii. Robisz to odruchowo. I dlatego nie tylko osiągasz doskonałe rezultaty, ale także nie czujesz zmęczenia. Wręcz przeciwnie – to, co robisz Cię napędza i dodaje sił. Wychodzisz z pracy zadowolony i szczęśliwy. Jesteś też w tym co robisz mistrzem. Nikt bowiem, kto nie ma podobnego talentu, nawet po intensywnych szkoleniach i kursach nie będzie robił tego równie sprawnie.

Po drugie w tym, że nie potrafimy odpowiednio nazwać tego, w czym jesteśmy tacy dobrzy. Jeśli czegoś nie potrafisz nazwać, to nie istnieje to dla Ciebie. I prawdopodobnie nie będzie istniało także dla menadżera. Więcej. Jeśli coś nie istnieje i nie ma nazwy, to jest to niesprzedawalne. I tak możesz np. być mistrzem ciętej riposty, ale dopóty, dopóki tego sobie nie uświadomisz nie masz szans na to by zaistnieć w kabarecie czy w telewizyjnym talk show. Jeśli tam trafisz to przez splot okoliczności albo dlatego, iż ktoś inny wcześniej poznał się na Twoim talencie.

Po trzecie w tym, że ludzie mają skłonność do obniżania wartości swoich talentów. Z reguły bowiem to co potrafisz robić jest dla Ciebie czymś naturalnym i sądzisz, że każdy tak samo myśli i działa. Ale to nieprawda. Dosyć często słyszę w różnych miejscach i sytuacjach komunikat – jak można było o tym nie pomyśleć?  Tak, tyle, że mówi to osoba, która posiada ten rodzaj talentu, który każe jej pomyśleć. Ktoś inny zadziała albo poczuje. Ktoś inny zostanie zupełnie obojętny albo wybierze świadomie bierność. Tak więc nie jest prawdą, że to, co Ty potrafisz robić z łatwością, z równą łatwością potrafią robić także inni. Jesteś indywidualnością.

Po czwarte w tym, że nie potrafimy własnych talentów wycenić i sprzedać. To wynik powyższych trzech punktów. Niestety w szkołach uczą nas wielu rzeczy, ale nie tych, które budowałyby naszą świadomość. Podnosiły samoocenę. Nie ma bowiem ludzi do niczego nie nadających się lub pozbawionych talentów. Są natomiast ludzie o małej świadomości, niskim poczuciu wartości własnej albo ludzie, u których nie odkryto jeszcze tego, co w nich rozkwita. Choć, aby zachować równowagę  nadmienię, że zdarzają się także osoby przejawiające skłonności do przeceniania swoich talentów lub dostrzegania ich nie tam gdzie są.

Reasumując. Talent to inaczej kompetencja. Różni się od kwalifikacji tym, że jest to coś wrodzonego nie wyuczonego. Często związanego z tzw. miękkimi aspektami naszej osobowości. Każdy z nas posiada talenty. Niewielu jednak potrafi je zidentyfikować, nazwać i znaleźć dla nich praktyczne zastosowanie. Jakie ty posiadasz kompetencje/talenty? Jeśli chcesz pogłębić swoją wiedzę na ich temat to polecam książkę „Teraz odkryj swoje silne strony” autorstwa M.Buckinghama i D.O. Cliftona. To najlepsza pozycja na ten temat jaką kiedykolwiek czytałem. Omówionych jest tam 30 kompetencji wraz z przykładami. Nie musisz robić testu, by odkryć swój potencjał. A jeśli masz wątpliwości to poproś psychologa o wykonanie testu kompetencyjnego specjalnie dla Ciebie. Aby jednak miało to sens Twój doradca musi być naprawdę dobry oraz poświęcić Ci sporo czasu.

Do tej pory ukazały się następujące artykuły:

  • Rafał

    Teksty o talentach są naprawdę świetne. Dla mnie były bardzo odkrywcze. Gdy czytałem o tym, że nie potrafimy dostrzec swoich najsilniejszych stron bo są dla nas naturalne i oczywiste, to jakbym czytał o sobie.

    Koncepcja aby zacząć skupiać się na swoich silnych stronach zamiast poprawiać słabe strony jest moim zdaniem bardzo dobra. Analogię można znaleźć w sporcie. Dla przykładu jakaś drużyna piłkarska, która jest świetna w kontrze mogłaby stwierdzić, że musi zacząć poprawiać swoje słabe strony czyli grę w ataku pozycyjnym. I po kilku latach poprawiania byłaby nadal średnia w tym elemencie gry a jednocześnie coraz mniej wykorzystywałaby swoją najmocniejszą stronę i w rezultacie jej wyniki byłyby coraz słabsze. Tak właśnie jest ze mną. Od lat próbuję poprawiać swoje słabe strony wykorzystując różne techniki. Ale techniki nie sprawiają, że zaczynam być taki jak ludzie, którzy mają w jakiejś dziedzinie naturalny talent. To bywa frustrujące.

    W kontekście szukania pracy – gdybym zidentyfikował swoje silne strony i do tego byłbym przedsiębiorcą to mógłbym tak ustawić formułę biznesową aby maksymalizować korzyści wynikające z wykorzystywania moich silnych stron. A jeśli byłbym w czymś słaby to mógłbym to delegować. I mógłbym znaleźć talent, którego mi brakuje u innej osoby. Miałbym w każdym razie określony stopień kontroli.

    Problem jest jednak nieco większy gdy pracuje się dla kogoś. Jawny rynek pracy z reguły nie pyta o silne strony tylko (jak zresztą było opisane na blogu) głównie o elementy mierzalne, pasujące do profilu. To, że powiem dla przykładu, że brakuje mi doświadczenia ale poznanie zagadnienia zajmie mi tydzień a nie miesiąc, gdyż mam ku temu predyspozycje, prawdopodobnie niewiele sprawi. Dostanę punkt mniej.

    Jednocześnie staje się jasne, że koncentracja na swoich silnych stronach sprawdzi się znacznie lepiej na rynku ukrytym. Bo skoro stanowiska nie ma albo nie jest doprecyzowane, to my sami je „namalujemy” w oparciu o nasze talenty. I będziemy do tego jedynym spełniającym kryteria kandydatem.

    • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

      Bardzo trafne podsumowanie.
      A co rozwoju swoich silnych stron to przez lata starałem się być kimś innym niż jestem. Nie muszę dodawać, że z marnym skutkiem.

  • Andrzej

    Bartosz, przede wszystkim Twój blog jest rewelacyjny. Z niecierpliwością czekam na artykuły dotyczące „ataku” na rynek ukryty. I z góry dziękuję za wskazanie nowej ścieżki rozwoju, która utknęła w nieco martwym punkcie.

    Natomiast książka, którą polecasz to lektura obowiązkowa – szkoda, że tak trudno ją teraz dostać (pozostają na szczęście biblioteki). Sprawdza się zwłaszcza wtedy, gdy mamy już kilka lat doświadczeń zawodowych za sobą. Czytając wczoraj wraz z żoną opisy wszystkich talentów, co rusz wybuchaliśmy śmiechem, nie mogąc wyjść z podziwu jak trafnie się w nich odnajdujemy. Bez trudu można, będąc oczywiście ze sobą zupełnie szczerym, znaleźć 3-5 talentów, które wybitnie do nas przystają. Myślę, że trochę (dużo) trudniej jest z odkrywaniem talentów u dzieci. A patrząc na historię moją, jak i zapewne większości dorosłych, jest to najczęściej zaniedbywany obowiązek rodziców, który może przesądzić o przyszłości szczęśliwej lub… no, takiej sobie.

    • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

      Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że to co piszę jest przydatne. A co do dzieci i ich „prowadzenia” to było by fajnie gdyby nowe pokolenia rodziców potrafiły to robić w taki sposób byśmy jako społeczeństwo mogli na tym korzystać. Powodzenia w odkrywaniu siebie.