Zdobywanie pracy (część 4) – Dlaczego moje CV gdzieś utknęło?

Jak wiesz, rynek jawny to wierzchołek góry lodowej. W związku z tym, że go widać, obowiązują na nim określone prawa. Wiedza o nich oraz działanie w zgodzie z regułami, jakie tym rynkiem rządzą, znacząco zwiększy Twoje szanse na sukces. Doświadczenie podpowiada mi, że większość poszukiwaczy nie orientuje się w tym, co zrobić, aby zdobyć pracę – dlatego w dużej mierze bazują na szczęściu. Szczęście jednak (jak pokazuje np. historia sportu) sprzyja po prostu lepszym lub lepiej przygotowanym. Aby więc zrealizować Twój cel i zdobyć pracę, konieczne jest żebyś wiedział o paru sprawach.

Po pierwsze w zdecydowanej większości przypadków Twoje CV jakie napiszesz i wyślesz w odpowiedzi na ogłoszenie dotrze do tak zwanych „służb pomocniczych”. Wyląduje na biurku sekretarki, asystentki, specjalisty ds. hr lub tym podobnej osoby. Ta osoba nie zatrudni Ciebie. Nie ma takiej władzy. Może co najwyżej pokazać Twoją aplikację swojemu przełożonemu i to właśnie on podejmować będzie ostateczną decyzję. Innymi słowy między Tobą, a menadżerem podejmującym decyzję, pojawia się ktoś kto pełni rolę „filtra”. Odpowiada za obsługę projektu, czyli odpisuje na e-maile, odbiera telefony, segreguje i ocenia napływające CV. Czasami też przeprowadza pierwsze rozmowy kwalifikacyjne. Wynikiem jego działania jest tzn. krótka lista kandydatów do rozmów końcowych, czyli osób, które filtrującemu wydają się być najlepiej dopasowane. Dopasowane jest tu słowem kluczem. Nie najlepsze, najbardziej obiecujące, ale właśnie dopasowane! Otóż filtrujący nie tworzy stanowiska pracy, ani nie podejmuje decyzji o zatrudnieniu. Jego praca polega na tym, by swojemu przełożonemu z 300 CV jakie napłynęły, wybrać tylko 3 i w ten sposób oszczędzić mu czas oraz pomóc w przeprowadzeniu całego procesu.

Jeśli zatem taka jest jego rola, to czym będzie się kierował podczas procesu segregowania napływających CV? Co powodować będzie, że jedno z nich trafi na kupkę „interesujący”, a drugie na stosik „do odrzucenia”? Odpowiedź jest prosta. Czynnikiem tym będzie profil stanowiska pracy, jaki został stworzony lub zaakceptowany przez przełożonego.  Bo czy jeśli menadżer, na którego potrzeby realizowany jest projekt rekrutacyjny wymagać będzie np. wykształcenia wyższego, to filtrujący to zignoruje i przedstawi kandydata z wykształceniem średnim? Mała szansa. Wytyczne jakie widzimy w ogłoszeniu pochodzą od szefa i dlatego nie wolno ich w mniemaniu filtra zignorować. Jest więc proces rekrutacji na rynku jawnym raczej procesem szukania idealnie dopasowanych, a nie najlepszych.

Jeśli nie zgadzasz się z tym twierdzeniem, to wyobraź sobie, że to właśnie Ty rekrutujesz w oparciu o profil jaki dostałeś od swojego szefa. Widzisz, że wymagania są bardzo wyśrubowane, i że ciężko będzie sprostać zadaniu. Intuicyjnie czujesz, że jedna z aplikujących osób sprawdziłaby się na tym stanowisku pracy. Problem polega na tym, że na 10 podanych wymagań spełnia jedynie 3. Pytanie jest takie – co robisz w tej sytuacji? Przedstawiasz tą jedną kandydaturę, czy nie? Sporo osób odpowie „tak”. Przedstawiam. Taka postawa świadczyć może o tym, że po pierwsze masz inicjatywę. Po drugie zaś – pracujesz w bezpiecznej firmie. Nie obawiasz się konsekwencji tego, że zamiast królika, serwujesz ser w panierce. Tak naprawdę problem nie polega jednak na tym, czy przedstawić taką osobę, czy nie, ale na tym kto weźmie na siebie odpowiedzialność za wyniki, jakie uzyska taka osoba na stanowisku pracy. Bo jeśli szef zgodzi się na Twoją propozycję, zatrudni kandydata, a po jakimś czasie podejmie decyzję o jego zwolnieniu, to jest wielce prawdopodobne, że winą za ten fakt zostaniesz obarczony właśnie Ty. Dlatego bezpieczniej jest trzymać się profilu. Przedstawiać kandydatów idealnie do niego pasujących.

Rodzi to określone konsekwencje dla całego procesu. Po pierwsze, masz bardzo dużą konkurencję – osób które przeczytały ogłoszenie jest multum. Po drugie, nie ważne jest to, jaki jesteś i co możesz zaoferować pracodawcy, ale to, jak pasujesz do profilu. Może więc okazać się (i często tak bywa), że Twoje najmocniejsze strony nie będą brane pod uwagę. Po trzecie, Twoim głównym zadaniem na tym etapie jest przekonać do siebie osobę, o której wspomniałem już wcześniej, tę pełniącą rolę filtra. Sądzę, że wiesz, jak to zrobić – trzeba po prostu udowodnić, że spełniasz wszystkie wymagania, jakie podane są w ogłoszeniu oraz dać jeszcze „trochę” więcej. Jak do tego podejść i co oznacza to „trochę”, dowiesz się w dwóch następnych odcinkach cyklu. Wraz z przykładami CV.

P.S.
Agencje rekrutacyjne w dużo większym stopniu niż pracownicy z wewnątrz firmy, muszą trzymać się profilu idealnego, który zresztą w mojej ocenie jest najczęściej zbyt wyśrubowany. No ale skoro już komuś zlecamy poszukiwania i za to płacimy, to niech nam przynajmniej znajdzie kogoś idealnego – argumentują najczęściej klienci. Nie dziw się zatem, jeśli Twoje CV nie zyskało uznania w oczach filtra. On tylko trzyma się wytycznych. I nie miej o to do niego pretensji, po prostu tak to właśnie działa.

Do tej pory ukazały się następujące artykuły:

 

  • Łabędź

    Fajne wyjaśnienie, zgadzam się z autorem, nie warto podchodzić do sprawy personalnie, emocjonalnie, mówiąc sobie ‚nie nadaje się’, bo nie oddzwonili, itp. Po prostu – profil stanowiska zostaje tworzony lub jest akceptowany przez przełożonego i ktoś kto przesiewa zazwyczaj trzyma się odgórnego wzorca i dlatego nie oddzwania, taki system.

  • Piotrek

    Zatem czas powiedzieć „król jest nagi” i zmienić sposób działania. Kto będzie pierwszy?

  • Sylwia Kałużna

    To trochę przytłaczające, a z drugiej strony logiczne, ci ludzie- „filtry” wykonują swoją pracę i nie ma się co burzyć. Pozostaje więc działać zgodnie z wiedzą i tak jak stoi w tekście, udowadniać, że się spełnia warunki. Choć naprawdę nieraz są one śmieszne. Wydaje się, że pracodawca pragnąłby na stanowisku kogoś młodego, po kilku latach wyższych studiów, ale koniecznie przy tym ze sporym doświadczeniem, no i ma być bezwzględnie dyspozycyjny…