Jak perfekcjonizm obniża wynagrodzenie za pracę?

Jedną z naszych narodowych cech jest perfekcjonizm. Lubimy mieć poczucie, że coraz lepiej nam coś wychodzi i że to, co robimy prezentuje dobrą lub bardzo dobrą jakość. To właśnie połączenie perfekcjonizmu oraz ambicji powoduje, że dajemy radę lepiej niż wiele innych nacji. Sporo inwestycji zagranicznych w Polsce to perełki w koronach poszczególnych koncernów. Wiele zakładów produkcyjnych to ośrodki wzorcowe w skali świata i centra treningowe, gdzie inni zapoznają się z dobrymi praktykami. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że – nie trzeba się o nas martwić i nami zajmować, bo sobie poradzimy – pada to z ust osób zarządzających pochodzących z innych kultur i krajów, którzy zetknęli się z naszą kulturą biznesową. Wyrobiliśmy sobie dobrą markę na rynkach całego świata i jesteśmy cenieni za podejście do pracy i samodzielność. Dlaczego więc tak mało jest naszych rodaków w zarządach korporacji, instytucjach unijnych i światowych? Dlaczego zatem statystycznie rzecz biorąc przeciętny polski pracownik jest słabiej wynagradzany od swojego kolegi z innego kraju choć „robi” za dwóch?

Sądzę, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest wspomniany już wcześniej perfekcjonizm. Chcemy robić wszystko najlepiej. Najtaniej, najszybciej, najefektywniej, nawet kiedy podejmujemy gości chcemy żeby było naj. Nie przez przypadek przecież mówimy – zastaw się a postaw się. Ma to swoje dwie konsekwencje.

Pierwsza z nich to brak satysfakcji. Skoro zawsze może być lepiej to nigdy nie jest dobrze. Nawet wtedy kiedy odniesiemy sukces radość jest chwilowa i ulotna, bo jest jeszcze tak wiele do zrobienia. Podobni w tym jesteśmy do Japończyków i może dlatego tak dobrze się z nimi dogadujemy. Łączy nas z nimi przymus wprowadzania ulepszeń oraz traktowanie pracowników jak przedmiotu, a nie podmiotu. Stąd nieustanna presja na zmiany, bez względu na koszty społeczne. Z czasem w wyniku pogoni za ideałem, stajemy się zgryźliwi i małostkowi. Idealizm (a do niego jako naród mamy skłonność), zamienia się w cynizm i trudno jest nam dostrzec wokół siebie coś wartościowego lub pozytywnego.

Konsekwencją drugą jest brak pozytywnej informacji zwrotnej w procesie wychowania, nauki i rozwoju zawodowego. Skoro zawsze może być lepiej, to nie ma za co chwalić. Kiedy analizuję swoje doświadczenia w tym względzie, to dochodzę do wniosku, że niezwykle rzadko byłem w konstruktywny sposób chwalony. Oczywiście moi rodzice dbali o to, bym miał poczucie wartości własnej mówiąc „jesteś mądry, inteligentny” itd. Są to jednak ogólniki. Trudno w oparciu o nie, młodej osobie zorientować się, w czym tak naprawdę jest dobra i gdzie leży jej potencjał. Brakuje tego w rodzinie, szkole i pracy. Zachowujemy się więc jak dzieci we mgle, błądząc. Wydaje nam się, że to co potrafimy lub jacy jesteśmy jest czymś „normalnym” i standardowym, że to powszechne i dlatego niewiele warte. Tymczasem prawda jest inna. Niestety nie znając jej, nie mamy punktu odniesienia. To tak jak z opowieścią o człowieku, który całe życie szukał złota, choć miał go mnóstwo wokoło.

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że w kwestii komunikacji z synem powielam zachowania moich rodziców dawkując pochwały. Dotarło do mnie, że zachowanie, które powinienem nagradzać, traktuję jak normę. Coś oczywistego. Skąd zatem mój syn ma mieć wiedzę o tym, jaki jest wartościowy oraz w jakich obszarach przejawia szczególne zdolności? Czy chcę dla niego takiej samej drogi jaką ja przeszedłem, poświęcając lata na to by poruszać się po omacku i samemu, krok po kroku budować wysoką samoocenę? Na pewno nie. Trudno jednak jest uwolnić się narodowego „modelu” wychowania. Czego zatem życzyłbym Radkowi (mój syn) oraz wszystkim jego rówieśnikom w naszym kraju? Tego, żeby na swojej drodze spotkali kogoś, dzięki komu poznaliby się na swoich talentach – tak wcześnie, jak tylko jest to możliwe.

Jeśli jesteś świadom swoich talentów, to potrafisz je nazwać. Jeśli potrafisz je nazwać, to znajdziesz dla nich zastosowanie. A jeśli to będziesz wiedział, to nie będziesz miał kłopotu z rzetelną i godną wyceną za swoją pracę. Świadomość poprawia byt.

  • Physio

    Ciekawe przemyślenia Bartosz. Co myślisz, aby taki mentor był też w szkołach, albo w urzędach pracy, itp? – ktoś, kto osobie wchodzącej na rynek pracy, lub komuś kto jej poszukuje bezskutecznie, wskaże mocne strony, trochę dowartościuje, pochwali, popchnie do przodu. Jest to realne?

    • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

      Ma to sens pod warunkiem, że będzie to osoba z dużym zawodowym doświadczeniem. Ktoś kto z „niejednego pieca jadł chleb”. Własne doświadczenie powinno ją uwiarygadniać. Stanowisko w sam raz dla osób w wieku 50-60 lat (po odpowiednim przeszkoleniu).

      • Physio

        Ale taki 60 latek będzie się odnajdywał na obecnym rynku pracy? Jakoś słabo to widzę.

      • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

        Przeciętny 60 latek sporo widział i przeszedł i dlatego wielu spośród nich doskonale nadaje się do pracy z innymi ludźmi. Rynek się zmienił to prawda ale człowiek dalej pozostał taki sam.

      • Marek

        No wlasnie, jestem ponad – 60-ico latkiem i wielokrotnie zdarzylo mi sie to, o czym pisze Bartosz. Jesli mlodszy ode mnie czlowiek jakas droga do mnie dotarl i jest otwarty, czyli rzeczywiscie szuka, to znajdujemy bardzo ciekawe tematy i drogi, ktorymi moze podazac. Czesto i ja ucze sie czegos przy okazji – to bardzo budujaca relacja. Jest jedno ale: ludzie w Polsce stosunkowo rzadko zastanawiaja sie nad rzeczywistoscia i wyksztalceni przez rodzicow, a potem szkoly nie wykazuja tej ciekawosci, bo ja w nich wygaszono. Nie wierza, ze mozna cos zrobic, albo wrecz odwrotnie – sa przekonai, ze juz zjedli wszelkie rozumy – podobnie do rodzicow i nauczycieli. Tak wiec mozna, lecz zbyt rzadko. A co do szkol – to wprowadzenie takiej funkcji jest w mojej opinii malym plastrem przyklejonym na chory organizm.

      • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

        Marku. Wierzę w to, że wspólpraca międzypokoleniowa może być niezwykle kreatywna i dynamiczna. Pod warunkiem o którym wspomniałeś, że każda ze stron się otworzy. A co do stosunku do rzeczywistości i ciekawości – to jestem gorącym zwolennikiem wprowadzenia do szkół filozofii. Nauki ludzi ciekawych i krytycznych.

  • Doro

    Ale prawdziwy ten artykuł!