Moja historia

W 1995 roku ukończyłem studia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i prawie przez rok byłem bezrobotny.

Przeszedłem wiele procedur w Powiatowym Urzędzie Pracy oraz odbyłem sporo rozmów kwalifikacyjnych z pracodawcami. Poznałem tę stronę życia oraz mechanizmy z nią związane bardzo dobrze. I pamięć tego jest wciąż żywa. Myślę, że to właśnie wtedy podjąłem decyzję o tym by poświęcić się zarządzaniu zasobami ludzkimi. W 1997 roku poprzez niezwykły splot okoliczności zostałem wspólnikiem w tworzonej spółce Horyzont. Powstała ona z inicjatywy Wiesławy Micińskiej 27 kwietnia. Naszym głównym celem była działalność rekrutacyjna, o której tylko Ona miała pojęcie.

Niestety dwa miesiące później zmarła nie odzyskując przytomności po wylewie.

Mieliśmy wówczas wynajęte już biuro, zatrudnionego pracownika oraz cały szereg zaciągniętych zobowiązań. Zostałem sam bez wiedzy i doświadczenia jak powinno się prowadzić taką działalność i gdyby nie to, że nie posiadałem żadnych środków finansowych z pewnością zamknąłbym firmę. Czasami życie płata figla i każe brnąć do przodu mimo niesprzyjających okoliczności i obaw o to jak taka przygoda może się skończyć.

Na przełomie 98 i 99 roku zaangażowałem się w pierwsze projekty związane z pracą z osobami bezrobotnymi. Był to czas sporych zmian i zawirowań na Śląsku. Restrukturyzowano przemysł ciężki. Byłem zapraszany na spotkania z załogami firm, które miały być likwidowane. Konfrontowałem się z różnymi emocjami i postawami. Czasami było bardzo ciężko. Zacząłem też pracę z młodzieżą oraz osobami bezrobotnymi i trwale bezrobotnymi. Prowadziłem kursy i szkolenia poświęcone zdobywaniu pracy. Dane mi było u progu XXI w zobaczyć, że jeszcze w naszym kraju żyją ludzie utrzymujący się ze zbieractwa jagód, grzybów i ziół.

Wraz z rozwojem Horyzontu i ugruntowywaniem się jego pozycji na rynku powierzano mi w ramach programów europejskich coraz ciekawsze zadania. Uczestniczyłem jako specjalista i ekspert w pierwszych projektach outplacementu grupowego i programach reorientacji zawodowej. Bylem odpowiedzialny za zdobywanie pracy dla grup liczących od kilkunastu do nawet 5.000 osób.

Minęły lata. Rzeczywistość wokół nas zmieniła się. Moje zainteresowania jednak dalej pozostają takie same. Horyzont jest dojrzałą i stabilną firmą mającą swoje miejsce na rynku. Jest miejscem w którym mogę realizować misję – pomagać ludziom odnosić sukcesy zawodowe. Na co dzień w Horyzoncie skupiamy się na procesach rekrutacji mając nadzieję, że swoją pracą przyczyniamy się do poprawy jakości i komfortu życia. Zrealizowaliśmy już ponad 2500 projektów rekrutacyjnych otrzymując wiele dowodów wdzięczności.

Te doświadczenia i codzienne kontakty z ludźmi po jednej i drugiej stronie uświadomiły mi, że żaden człowiek nie zasługuje na to by nie mieć pracy. Ale też żaden człowiek nie zasługuje na to by cierpieć w pracy. Jest więc ten blog niezgodą na to z czym tak często można się spotkać. Pisząc go chcę Wam powiedzieć, że można inaczej. Można mieć pracę. Pracę dobrą, rozwojową i pozytywną. Jest to w zasięgu ręki każdego z Was. Będę to udowadniał co tydzień publikując na tym właśnie blogu.

  • Łukasz Mordasewicz

    Ciekawy wpis. Dobrze po latach poznać przy okazji historię firmy, w której się pracuje. Gratuluję pomysłu z założeniem ‚corpo’ bloga.

  • Łabędź

    Fajny pomysł na bloga, będę zaglądać!

  • Przemek

    Inspirujące, pokazuje, że życie bywa naprawdę nieprzewidywalne, ale nic się nie dzieje przypadkowo – ciężka praca i ryzyko jest niezbędne.

  • http://www.nestorowicz.pl/ Bartosz Nestorowicz

    Szczęście sprzyja początkującym.

  • Szlachcic Jaro

    „żaden człowiek nie zasługuje na to by cierpieć w pracy“ – dobre:)

  • Physio

    Pamiętam jak szukałem pracy kilka lat temu. Będąc po studiach i nie mogąc znaleźć jej przez ponad pół roku (wiem, że to niezbyt długo w dzisiejszych realiach) poszedłem do jednej agencji pracy z myślą tymczasowego wyjazdu za granicę. Krew podeszła mi ze złości do mózgu, kiedy kobieta tam pracująca mówiąc „mam dla Pana idealną pracę zatem”, zaproponowała mi wkładanie kulek mięsnych do słoików na taśmie gdzieś w Holandii. Tak, kulek do słoików – po 5 letnich studiach. W innym kraju. Daleko od rodziny. Po 12, 13 kulek – jak stwierdziła. HIT! Wkurzony, wyszedłem prawie bez słowa. Ku memu zdziwieniu i jeszcze większej frustracji okazało się, że ukradli mi rower, którym przyjechałem. Obok była taka swojska stróżówka, gdzie pracownik ochrony otwierał i zamykał szlaban dla samochodów. Ponieważ zaparkowałem rower zaraz obok niego spytałem „Czy nie widział Pan jak kradli mi rower?”. Obrócił się w drugą stronę i z przerażeniem pokiwał tylko głową. Wróciłem do domu piechotą. Naprawdę byłem wkurzony. Perspektywy nie były obiecujące. Na szczęście zamiast płakać komuś w rękaw (dziś tę historię opowiadam raczej jako anegdodę) zacząłem szukać, czytać ogłoszenia, wysłałem kilka CV, odbyłem kilka rozmów, aż trafiłem na bardzo fajną ‚młodą’ firmę i jej ogłoszenie w gazecie czy gdzieś na portalu. W pewnym momecie (po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej) pojawiła się w mojej głowie taka myśl, że zrobię dużo, aby tę pracę mieć. Miało to wpływ na moje podejście, dlasze rozmowy, testy itp. Ponoć kandydatów było dużo na 1 miejsce. Pracę dostałem ja. Do dziś tam pracuję i jestem bardzo zadowolony. Chociaż początki były bardzo dobijające kiedy szukałem pracy to jednak cieszę się, że się nie poddałem. Tego wszystkim życzę. P.S. Blog fajny.